Pomniki przyrody w Borach Tucholskich, zielonych płucach Kujaw i Pomorza

Marek Weckwerth
Marek Weckwerth
„Dwa Witoldy” - pomnikowe dęby szypułkowe - mają ok. 180 lat i rosną na urwistym brzegu nad Brdą w pobliżu leśniczówki Woziwoda. Oglądają je m.in. kajakarze płynący szlakiem Brdy
„Dwa Witoldy” - pomnikowe dęby szypułkowe - mają ok. 180 lat i rosną na urwistym brzegu nad Brdą w pobliżu leśniczówki Woziwoda. Oglądają je m.in. kajakarze płynący szlakiem Brdy Marek Weckwerth
Udostępnij:
Piaszczyste ziemie przeorane i wyrównane przez wody topniejącego lądolodu skandynawskiego przed 12 tysiącami lat porosły początkowo Puszczą Pomorską. Do naszych czasów niewiele z niej zostało, choć zachowały się enklawy, o których można powiedzieć, że są podobne do tych z pierwotnego lasu.

Zobacz wideo: Fala upałów jest przeplatana burzami. Na to musisz uważać!

Mówiąc najprościej Bory Tucholskie to pozostałość dawnej Puszczy Tucholskiej, którą można uznać za część znacznie większej Puszczy Pomorskiej. Pozostałość bardziej z geograficznego punktu widzenia niż przyrodniczego.

Człowiek i w tych rozległych lasach odcisnął swe piętno, bo przecież jego ślady (zwłaszcza w postaci pochówków) sprzed kilku tysięcy lat znajdują archeolodzy w wielu miejscach. Intensywny proces osiedleńczy rozpoczął się po zajęciu Pomorza przez zakon krzyżacki na początku XIV wieku. Już wtedy pod topór poszły wielkie połacie lasów, a i po odzyskaniu tych terenów przez królestwo polskie, a jeszcze bardziej po ponownym zajęciu przez Niemców (tym razy Prusaków) w latach 70. XVIII stulecia, karczowanie zielonej krainie było kontynuowane. Przy czym Prusacy zapoczątkowali planowe odtwarzanie tego, co zostało wycięte, choć w postaci niemal jednolitych siedlisk sosny, które zastąpiły dęby, graby, osiki i lipy. To zdecydowanie zubożyło środowisko naturalne, ale przynajmniej ocaliło lasy jako takie.

A te rozciągają się dziś na ok. 3 tysiącach kilometrów kwadratowych na terenie województw kujawsko-pomorskiego i pomorskiego. Przy czym większa część Borów Tucholskich, bo także z powiatem chojnickim, administrowana jest przez Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Toruniu.

To też może Cię zainteresować

W naszych czasach najbardziej naturalnych enklaw natury trzeba szukać tam, gdzie człowiekowi najtrudniej było dotrzeć – w rynnach wytopiskowych (polodowcowych), a zatem w nieckach jezior, bagien, trzęsawisk, rzek i strumieni. Te najcenniejsze siedliska objęte są ochroną rezerwatową (25). Utworzono też Park Narodowy „Bory Tucholskie” (pow. chojnicki).

Na tak wielkim obszarze znajduje się wiele pomników przyrody. W samym Parku Krajobrazowym „Bory Tucholskie” jest 121 pomników przyrody. Pomnikami uznano najczęściej wiekowe drzewa, głównie wielkie dęby, ale także okazałe głazy narzutowe, których lodowiec przywlókł tu ze Skandynawii bez liku. Największym kamieniem w całym naszym regionie jest ten noszący imię św. Wojciecha nad Wdą, ale prawdziwe głazowisko prehistorycznych olbrzymów znajduje się w nurcie Brdy – uroczysku zwanym „Piekłem”.

"Chrobry" i inne Cisy Staropolskie

Za płotem w gęstwinie leśnej tej części Borów Tucholskich, a to okolice wsi Wierzchlas (gm. Cekcyn), znajduje się prawdziwy skarb natury – największe skupisko cisa pospolitego na naturalnym stanowisku w Europie.

Pod ochroną państwa polskiego jako rezerwat jest od roku 1956, ale już z 1827 pochodzi pierwsza wzmianka o uroczysku nazywanym Ziesbusch. Odnalazł ją - o „surowej ochronie” tego miejsca - niemiecki przyrodnik Hugo Conwentz. W tym czasie zachodnia część naszego kraju znajdowała się pod zaborem pruskim i to właśnie tamta władza zajęła się tym, co dziś nazywamy planową gospodarką leśną. Bory Tucholskie nie tylko wycinano, zastępując naturalne siedliska monokulturą sosny, ale także próbując ochronić ich najcenniejsze obszary. W rezerwacie zwanym dziś Cisami Staropolskimi im. Leona Wyczółkowskiego znajduje się XIX-wieczny cmentarzyk rodzinny nadleśniczego królewskiego Wilhelma von Bocka. Obok niego spoczywają żona i matka. Wiadomo, że nadleśniczy był jednym z pierwszych, którzy zajęli się ochroną tego niezwykłego lasu.

Na terenie rezerwatu znajduje się dziś ok. 3,5 tysięcy cisów (Taxus baccata), z których ok. 2,9 tysięcy jest żywych. Wiele z nich to okazy kilkusetletnie. Od lat obserwuje się obumieranie drzew i nie do końca poznano mechanizm tego procesu. Cisy rosną wśród wyniosłych, także kilkusetletnich sosen, lip i brzóz.

Najstarszym okazem jest cis "Chrobry" o obwodzie 232 cm w pierśnicy, pomnik przyrody. Ma ok. 650 lat, a zatem nie mógł pamiętać władcy Polski Bolesława (królem został w 1025 r.), ale tak właśnie nazwał go słynny malarz Leon Wyczółkowski, który w uroczysku spędzał mnóstwo czasu (lata 1930-1934), utrwalając na płótnach kredą i tuszem najbardziej okazałe drzewa, w tym wspomnianego „Chrobrego”, czy „Orła Wyczółkowskiego”. W sumie powstało tu ponad 100 jego prac.

Rezerwat Cisy Staropolskie ucierpiał podczas sierpniowej nawałnicy 2017 roku i nadal jest zamknięty dla turystów. Uznano, że niektóre drzewa zagrażają bezpieczeństwu ludzi. Można go za to zwiedzać wirtualnie.

Piekło na ziemi i w wodzie, czyli wielkie głazowisko

W Nadleśnictwie Tuchola jest mnóstwo pomników przyrody ożywionej i nieożywionej. Z tych drugich najbardziej znana jest grupa głazów narzutowych o nazwie "Piekło", znajdujących się w korycie Brdy i na jej brzegach.

Od tych głazów, które przegradzały i burzyły nurt rzeki, wzięło nazwę całe uroczysko. Najlepiej znają je kajakarze przemierzający szlak Brdy. Tym wszakże najbardziej dają się we znaki powalone siłami natury drzewa – najgroźniejsze przeszkody, bo przyparcie do nich kajaka burtą na silnym nurcie oznacza zwykle wywrotkę.

Ale flisakom spływającym wijącą się pośród Borów Tucholskich rzeką na wysokości Rudzkiego Mostu i Świtu najwięcej problemów przysparzały głazy. Powalone drzewa były szybko usuwane przez stosowne służby, bo Brda zwłaszcza w czasach zaboru pruskiego, a i po odrodzeniu Polski była rzeką spławną, służącą transportowi tratw do samej Bydgoszczy, a i dalej Wisłą. Gdy spław definitywnie skończył się w latach 80. XX wieku, rzeka stała się wyłącznie szlakiem kajakowym, toteż o usuwanie drzew nikt już systemowo nie dbał.

Flisacy doświadczali wyjątkowych wrażeń na przełomowym odcinku Brdy, gdzie jej duży spadek, meandry i wystające na powierzchnię lub ukryte tuż pod wodą głazy dawały się we znaki. Całości dopełniały urwiste brzegi i osuwiska. Dlatego flisacy nazwali ten odcinek „Piekłem” lub „Piekiełkiem”.

To też może Cię zainteresować

Ktoś dorobił do tego legendę. Diabeł miał często siadywać na wysokim urwisku nad rzeką, przyglądać się płynącym w dole tratwom i ich załogom, gestykulował, wymyślał im. Przybierał przy tym różne postacie, w tym ptaków. Bies zatrudnił się też u jednego z pobliskich gospodarzy. Zamiast wynagrodzenia zażądał duszy chlebodawcy, no co ten przystał. Ale gdy śmierć już się zbliżała, chłop oddał ducha w ręce pobożnego pustelnika, zaś w swoim łóżku zostawił wiernego przebranego w swoje szaty psa. Diabeł pognał z przebranym zwierzęciem nad Brdę, by duszę cisnąć w czeluście piekieł. Ale to pies był szybszy – ugryzł szatana w gardziel, a ten runął do piekła.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie